Czysty talent

Rozmowa z MICHAŁEM GLIWĄ, bramkarzem Orłów Rzeszów, obecnie trenującym z piłkarzami ekstraklasowej Cracovii.

 

- Jakim sposobem zdobywa się zaproszenie od ekstraklasowego zespołu?
- Trzeba wpaść w oko jakiemuś menedżerowi, trenerowi. Miałem o tyle łatwiej, że gram w reprezentacji młodzieżowej, na meczach której pojawiają się ludzie z różnych klubów. Mnie wypatrzył akurat Albin Mikulski, menedżer pracujący dla Cracovii.
- Podpisałeś już kontrakt?
- Na razie nie. Najpierw muszę wywalczyć pozycję przynajmniej trzeciego bramkarza. Jeśli to się uda, zostanę w zespole na dłużej.
- Pytani o początki kariery bramkarze często mówią, że stanęli między słupkami przez przypadek. Z tobą też tak było?
- Nie do końca. Zaczynałem od gry w polu, ale trwało to może pół roku. Potem stanąłem miezy słupkami pozycji. Gdzieś 5 lat temu na turnieju międzyszkolnym zauważył mnie trener Janusz Kozicki (trener Orłów - przyp. red.) i przygoda z bronieneniem zaczęła się na dobre.
- Bramkarskie plusy i minusy Michala Gliwy to...
- Dziś bramkarz musi spełniać rolę ostatniego obrońcy, dobrze grać nogami. W tym elemencie jestem mocny. Nieźle zachowuję się na przedpolu, nie boję się rzutów karnych. Pracy wymaga gra na linii bramkowej.
- Kto jest twoim idolem?
- Nie nazwałbym go idolem, ale podoba mi się sposób bronienia Timo Hildebranda, bramkarza VfB Stuttgart.
- Jak sobie wypełniasz wolny czas?
- Interesuję się głównie sportem, lubię siatkówkę, tenis ziemny. Ostatnio oglądałem w telewizji sporo meczów z Australian Open. Moim faworytem był Marat Safin. Dobrze postawiłem, bo wygral on całe zawody.

Tomasz Ryzner
t.ryzner@gcnowiny.pl

wstecz