WYJAZDY


DO POBRANIA


KARTA KWALIFIKACYJNA UCZESTNIKA WYPOCZYNKU


SPONSORZY

FACEBOOK




RZESZÓW. Artur Cach, piłkarz Orłów Rzeszów w 2012 r. będzie miał 22 lata. Czy spełni się jego marzenie o grze w polskiej reprezentacji w finałowych rozgrywkach europejskich w Rzeszowie? Są na to duże szanse. Na odpowiedź musimy poczekać do piątku.

Mecze Mistrzostw Europy chce organizować 12 polskich miast. Może tylko sześć. Wniosek Rzeszowa zrobił duże wrażenie w Polskim Związku Piłki Nożnej. - Spodobały się szczególnie mapki i plany sytuacyjne. Zrobiliśmy więcej, niż od nas wymagano - mówi Łukasz Majka z Wydziału Promocji Miasta. Przygotowanie wniosku nie było łatwe. Poznań zdążył to zrobić w ostatniej chwili, a Białystok się wycofał. Teraz pozostało pięć dni, żeby przekonać ministra, że jesteśmy dobrym kandydatem. - O tym zadecyduje skuteczny lobbing. Dzisiaj do Rzeszowa przyjeżdża Michał Listkiewicz. Spotkamy się z władzami miasta i biorę go w Bieszczady, aby pokazać, że mamy wyśmienitą bazę rekreacyjno-wypoczynkową - mówi Kazimierz Greń, rzeszowski radny i członek zarządu PZPN. Na przyznanie nam organizacji meczów liczą piłkarze i trenerzy. Artur Cach, piłkarz Orłów Rzeszów za kilka dni ma dostać powołanie do kadry Polski piętnastolatków. Ale już dziś marzy o tym, żeby w 2012 r. w Rzeszowie zagrać w reprezentacji mecz. - Będę miał wtedy 22 lata. To byłoby coś pięknego - mówi. Dzisiaj władze miasta mają się spotkać z podkarpackimi parlamentarzystami. Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą zgodnie, że będą walczyć o Rzeszów.

Maciej Chłodnicki
m.chlodnicki@gcnowiny.pl

Rozmowa z MICHAŁEM GLIWĄ, bramkarzem Orłów Rzeszów, obecnie trenującym z piłkarzami ekstraklasowej Cracovii.

 

- Jakim sposobem zdobywa się zaproszenie od ekstraklasowego zespołu?
- Trzeba wpaść w oko jakiemuś menedżerowi, trenerowi. Miałem o tyle łatwiej, że gram w reprezentacji młodzieżowej, na meczach której pojawiają się ludzie z różnych klubów. Mnie wypatrzył akurat Albin Mikulski, menedżer pracujący dla Cracovii.
- Podpisałeś już kontrakt?
- Na razie nie. Najpierw muszę wywalczyć pozycję przynajmniej trzeciego bramkarza. Jeśli to się uda, zostanę w zespole na dłużej.
- Pytani o początki kariery bramkarze często mówią, że stanęli między słupkami przez przypadek. Z tobą też tak było?
- Nie do końca. Zaczynałem od gry w polu, ale trwało to może pół roku. Potem stanąłem miezy słupkami pozycji. Gdzieś 5 lat temu na turnieju międzyszkolnym zauważył mnie trener Janusz Kozicki (trener Orłów - przyp. red.) i przygoda z bronieneniem zaczęła się na dobre.
- Bramkarskie plusy i minusy Michala Gliwy to...
- Dziś bramkarz musi spełniać rolę ostatniego obrońcy, dobrze grać nogami. W tym elemencie jestem mocny. Nieźle zachowuję się na przedpolu, nie boję się rzutów karnych. Pracy wymaga gra na linii bramkowej.
- Kto jest twoim idolem?
- Nie nazwałbym go idolem, ale podoba mi się sposób bronienia Timo Hildebranda, bramkarza VfB Stuttgart.
- Jak sobie wypełniasz wolny czas?
- Interesuję się głównie sportem, lubię siatkówkę, tenis ziemny. Ostatnio oglądałem w telewizji sporo meczów z Australian Open. Moim faworytem był Marat Safin. Dobrze postawiłem, bo wygral on całe zawody.

Tomasz Ryzner
t.ryzner@gcnowiny.pl

1 2